Czasy są trudne, stajemy się w coraz bardziej jawny sposób narażeni na cierpienie. Henryk Elzenberg, XX-wieczny filozof o stoickich skłonnościach radził:
„Cierpienie należ przyjmować jako coś co uderza nas z zewnątrz, tak jakbym stuknął się o kant komody albo zaciął się scyzorykiem. Nie należy przyjmować cierpienia jako czegoś co nas drąży od wewnątrz i nie tyle jest bólem, ile rozkładem. Trzeba na tę część siebie samego, która cierpi, nauczyć się patrzeć jak na skaleczony palec: boli paskudnie, ale to nie jestem ja, tylko palec”.
Brzmi mądrze, ale..
.Co myślicie?